Wywiad z Johnem Smithem

Wywiad z Johnem Smithem

Ostatnio mieliśmy okazję uczestniczyć w kursie „Integracja strukturalna w oparciu o łańcuchy mięśniowo-powięziowe” u Johna Smitha w WSEiT w Poznaniu. Oprócz pochłaniania wiedzy skorzystaliśmy z okazji i przeprowadziliśmy z Johnem krótki wywiad.


Najpierw krótkie przedstawienie sylwetki Johna: „ jest praktykiem Rolfingu strukturalnej pracy z ciałem oraz metody Feldenkraisa, a także innych metod somatycznych. Uczy anatomii w Rolf Institute of Structural Integration (Boulder,CO); jest członkiem wykonawczym Australijskiego Stowarzyszenia Rolfingu”

Pracownia Fizjoteka: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z fizjoterapią?

John Smith: Moja przygoda rozpoczęła się poprzez własne urazy. Gdy byłem młodszy miałem wiele problemów z  dolnym odcinkiem kręgosłupa.Przez to odwiedziłem wielu różnych specjalistów, którzy podejmowali się tego typu leczenia  – fizjoterapeuci, chiropraktycy, akupunktura.

P.F. :Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z rollingiem, z tą metodą pracy?
J.S.: Zacząłem interesować się tematem, szukać metody, która była polecana i skuteczna, którą mogę ukończyć w 8-9 miesięcy. Miałem bliskiego przyjaciela, który  był rolferem, wywodzącym się z innej szkoły. Rozpocząłem od masażu, później metody Feldenkraisa. Pewnego dnia przedstawiono mi koncepcję Idy Rolf i miałem klasyczną serię 10 sesji, po których stwierdziłem – tak, mogę to robić.

P.F. Czy są jakieś inne metody, które wykorzystujesz w swojej pracy?

J.S.:  Tak, używam kinesiotaping, głównie dla małych dzieci. Poza tym suche igłowanie,  terapia wisceralna, masaż głęboki, a także zacząłem  uczyć się manipulacji nerwowych wg Barrala

P.F. Co sądzisz o używaniu rollerów piankowych oraz ogólnie o uwalnianiu mięśniowo-powięziowym?

J.S. : Próbowałem kiedyś twardych rollerów co prawda i nie byłem zachwycony. Zauważyłem, że są zbyt bolesne. Spotkałem terapeutów, którzy pracują z drewnianymi odpowiednikami rollerów piankowych i na własnych  łydkach miałem okazję je przetestować, co było dla mnie  zbyt bolesne.
(Dzień wcześniej w rozmowie z John przyznał, że ma również wątpliwości co do rollowania pasma biodrowo-piszczelowego, które leży zbyt powierzchownie w stosunku do kości, ponieważ można podrażniać powierzchownie położone włókna nerwowe)

P.F.: Zadałem Ci to pytanie ponieważ metoda ta często pojawia się w różnego rodzaju artykułach czy poradnikach dotyczących treningów. Jest  to  po prostu modne.

J.S. :W jednym z moich gabinetów pilatesu, który jest prowadzony przez fizjoterapeutów, używa się często rollerów i w takich wypadkach faktycznie są popularne.

P.F. :W swojej książce zwracasz uwagę, żeby nie nazywać Cię terapeutą tylko praktykiem. Czy mógłbyś rozwinąć tę myśl?

J.S.: Kiedy Ida Rolf  po raz pierwszy zaprezentowała swą metodę powiedziała, że jesteśmy nauczycielami, edukatorami bardziej niż terapeutami. Terapeuci walczą z objawami bezpośrednio, my pośrednio walczymy z objawami, co bardzo często przynosi ulgę, ale nie gonimy ślepo objawów.

P.F. :Co myślisz o samodzielnej pracy pacjenta w domu? Czy uważasz ją za ważny element terapii?
J.S.: Tak, uważam, że jest bardzo ważna, ale u nas w Australii były przeprowadzone badania, które wykazły, żeludzie nie pracują sami w domu. Jednakże ludzie trafiający do mnie są z zasady bardzo zmotywowani, a ja nigdy nie daję im nudnych, monotonnych ćwiczeń. Staram się wplatać formę zabawową, przygodową. Staram się motywować ludzi do wykonywania improwizowanych ruchów, w celu znalezienia „ich własnego ruchu”.

P.F. : Jaki był Twój najciekawszych przypadek, który spotkałeś w swojej praktyce zawodowej?

J.S. : Chyba najciekawszym przypadkiem z jakim się spotkałem, była osoba, z którą pracowałem metodą cranio-sakralną, wg szkoły Cranio-Sacralnej Upledger’a, w stosunku do której byłem nieco podejrzliwy. Ciągle próbuję ją na pacjentach, którym doskwiera przewlekły ból albo mają problemy po urazach typu smagnięcie biczem albo po innych świeżych urazach. A jeśli chodzi o najciekawszy przypadek, to miałem pacjentkę, która poddała się zabiegowi korekcji zeza rozbieżnego na aparacie mięśniowo-więzadłowym oka. Chirurg powiedział jej, że cokolwiek będzie robić, to nigdy nie może dźwigać nic ciężkiego, ponieważ wtedy znacznie podniesie się ciśnienie. Gdy kobieta wróciła do domu, chciała podnieść worek cementu z podjazdu, na skutek czego pojawił się ogromny ból. Jej  córka wysłała ją do mnie, a ja nie miałem zielonego pojęcia co z nią robić. Lekarz  dał jej zastrzyk, który niewiele pomógł. Zastosowałem u niej klasyczną terapię cranio-sacralna, co całkowicie zlikwidowało dolegliwości bólowe. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak to zrobiłem (śmiech)J

P.F. Cytując Andrew Taylora: „Zaczynasz od anatomii i kończysz na anatomii. Wiedza z zakresu anatomii  jest wszystkim czego chcesz i czego potrzebujesz”. Czy zgadzasz się  z tym?

J.S: Nie do końca się z tym zgadzam (śmiech). Uważam, że 80% pracy możesz wykonać bazując na teorii krawca, czyli opierając się na wiedzy dotyczącej miejsca ciągnięcia (skrócenia), po prostu używając danych technik by wydłużyć (rozciągnąć) daną strukturę. Z dokładną wiedzą anatomii zyskujesz precyzję pracy, ale moim zdaniem jest to ostatnie 20% pracy.

P.F.: To bardzo interesujące. Czy masz jakieś rady dla początkujących fizjoterapeutów?

J.S.:  Myślę, że powinni poznawać funkcję, dla mnie było to największe uzmysłowienie, ponieważ sama praca strukturalna jest niewystarczająca.  Dla niektórych bystrych owszem, poznanie struktury pozwala na zrozumienie istoty problemów. Zatem manualna praca powinna być łączona z uzmysłowieniem pacjentowi źródła dolegliwości i wytłumaczeniu mu, jak funkcjonować lepiej, by dolegliwości te się więcej nie pojawiały. Tak więc moja rada jest taka, żeby dużo uwagi poświęcić poznaniu dokładnej funkcji danej struktury i na tym opierać swoją pracę.

P.F.: W swoim życiu sporo podróżujesz. Jak udaje Ci się łączyć swoją pracę zawodową z wykładami, kursami?

J.S.: Nauczenie jest najlepszą formą uczenia (śmiech). Po pewnym czasie zdobywasz grupę oddanych pacjentów, którzy oczywiście nie lubią jak wyjeżdżasz na dwa miesiące. Ale np. dzisiaj napiszę im maila, że rozpoczynam pracę od tego i tego dnia i oni przyjdą na terapię zapełniając mój „table time”. Oczywiście kiedy wracam całe dnie spędzam w pracy, poświęcając im tyle czasu, ile potrzeba.

P.F.:Dziękujemy bardzo za rozmowę.

J.S.: Również dziękuję.

 

Rozmowę przeprowadzono w Wyższej Szkole Edukacji i Terapii w Poznaniu.

1 Comment responses

  1. Avatar
    Luty 15, 2015

    Bardzo dobry wywiad :)

    Reply

Leave a comment